sobota, 28 kwietnia 2012

Madonna MDNA




Jako fanka Madonny nieprzerwanie już od wielu lat, i ja chciałabym zabrać głos w sprawie wydania nowego albumu artystki - MDNA.
Nie oszukujmy się... Nie jest to dobra płyta...
Mimo, że na prawdę bardzo lubię dokonania Madonny, nie jestem ślepo zapatrzona we wszystko co robi...

Na MDNA na próżno szukać hitu na miarę Vouge, Like a Prayer, Music, Hung Up czy Frozen...
Myślę, że gdyby byłaby to płyta kogoś mniej znanego obeszłaby się zupełnie bez echa...
Uważam, że taką artystkę jak Madonna stać na dużo lepszy krążek...
Niektórzy mówią, że jest to album dużo lepszy od poprzedniego Hard Candy.
Nie zgadzam sie... 
Na HC znalazło się o wiele więcej porządnych numerów wpadających w ucho choćby moje ulubione  Beat Goes On, Voices, Miles Away, She's Not Me czy nawet Give It 2 Me (którego specjalnie nie darzę sympatią, ale przynajmniej jakieś było).
Na MDNA dużo jest piosenek nijakich.




Piosenki na plus:

Turn Up the Radio
Love Spent
Falling Free
I Fucked Up
Beautiful Killer
Gang Bang
I'm Addicted
Masterpiece

Piosenki na minus:

Some Girls
Superstar
I Don't Give A
B-Day Song
Best Friend

2 piosenki, do których powstały teledyski:

Give Me All Your Luvin - pierwszy singiel...B.E.Z.N.A.D.Z.I.E.J.A.... 
Aż wstyd słuchać i patrzeć... Taka cukierkowa pioseneczka w stylu Britney Spears.




Girl Gone Wild - piosenka wybrana na drugi singiel. Cóż...
Po pierwszym przesłuchaniu nie powalił mnie. Za drugim też... Trzecim... Hmm... Coś drgnęło po kolejnym przesłuchaniu...
Do dyskoteki piosenka dobra, na iPodzie trochę bolą mnie uszy...



Plus za pomysł okładki i nazwę albumu, poza tym... bez szału.

Mimo wszystko już nie mogę doczekać się koncertu Madonny w Warszawie!
Bo koncerty Madonny to prawdziwy szoł...
A królowa jest tylko jedna!



niedziela, 22 kwietnia 2012

Madonna pedicure :)

Oj nieładnie pani Madonna nie ładnie...


Piękna sukienka...
Perfekcyjna fryzura...
Nieskazitelny makijaż...
Modne dodatki...
Zadbana w każdym calu...
Czyżby na pewno?
Madonna -  perfekcjonistka -  zaliczyła ostatnio wpadkę...
Jeśli nie zrobiło się na czas pedicure to chociaż można było założyć buty z zakrytym czubem :)

Cóż... Jak dobrze, że urodowe wpadki zdarzają się też najlepszym! 
:)


CZARNA OLIWKA Bielenda


Kłania się ostatnio bardzo modna i popularna Czarna Oliwka z firmy Bielenda :)
Jest to balsam przeznaczony do skóry suchej i bardzo suchej. 
Zawiera witaminy A i E, kwasy Omega 3 + 6 oraz ekstrakt z liści oliwnych.

Za zadanie ma nam nawilżyć i natłuścić skórę (tak jakby inne balsamy nie miały :)

Po zastosowaniu tego specyfiku skóra powinna być optymalnie nawilżona, ujędrniona, elastyczna a szorstkość i łuszczenie naskórka ma być zredukowane. Same ochy i achy :)

Wszystko byłoby pięknie i u mnie gdyby nie to, że w czasie stosowania tego masła (jeszcze nie wiem czy on był głównym sprawcą, więc nie chce go źle oceniać) dostałam na ciele brzydkiej alergii i właśnie wybieram się do dermatologa...
Tak więc swoją oliwkę odstawiłam już na półkę i używa jej moja mama (której dobrze służy).
Ja mogę powiedzieć tylko, że masło było przyjemne w aplikacji, dobrze się rozprowadzało, szybko wchłaniało. Jest wydajne. Jedyne co mi trochę przeszkadzało to zapach oliwki. Trochę mnie drażnił i dusił, ale ogólnie szło wytrzymać :)
Masło w promocji kosztowało mnie 9 złoty i jak za takie pieniądze jest to dobry produkt.
Polecam.

Ziaja Kozie Mleko skoncentrowany krem do rąk

Ah co to był za tydzień...
Zmęczenie w pracy sięgnęło zenitu a w weekend...
Nie nie...
Nie było nawet chwili dla siebie.
Ale mimo wszystko chciałam dodać zaległe recenzje kosmetyków, które ostatnio używam.

Na pierwszy ogień idzie skoncentrowany krem do rąk odżywczo - wybielający z serii Kozie Mleko firmy Ziaja.


Hmm... Jest to fajny krem. Taki trochę gęściejszy zwyklaczek.
Szybko się wchłania, nie lepi się, zostawia skórę miękką i nawilżoną. 
Nie robi nic złego ani specjalnego.
Mimo to go lubię i kupię go ponownie (o ile będę mogła go gdzieś kupić bo z jego dostępnością jest kiepsko), ponieważ sprawdza się w pracy kiedy trzeba często myć ręce i jednocześnie mieć je szybko nietłuste i nielepiące.

A co krem ma robić z naszymi dłońmi?
Co nam obiecuje 
producent?

-------------------------------------------->>>>>

Emulsja tłusta?
Hmm... nie do końca się z tym zgadzam. Dla mnie konsystencja tego kremu jest podobna do innych. Nie zauważyłam aby była jakoś specjalnie gęściejsza.

Przyjemny zapach?
Z tym się zgadzam. Zapach jest delikatny, nie drażniący.

Bardzo wydajna?
Przy dość częstym używaniu, krem się skończy w podobnym czasie jak każdy inny. Daleko mu do tłustego kremu z Neutrogeny. 

Szybko się wchłania?
Tak. I jest to jego duży plus.

Podsumowując jest to dobry krem za niewielkie pieniądze. Jednak nie wierzyłabym, że wybieli nam plamy i przebarwienia skórne oraz ochroni przed fotostarzeniem się skóry. Na to jest zdecydowanie za słaby. 
Ale i tak go lubię i zawsze noszę go w swojej torebce :)

sobota, 14 kwietnia 2012

ELENA



Ostatnio obejrzałam film który zrobił na mnie niesamowite wrażenie.
Lubię kiedy filmy (a takich jest niestety niewiele), zostawiają ślad w mojej pamięci na dłużej...
Ostatnio takim filmem jest rosyjski film - Elena.

Nie jest to film dla każdego. Wielbiciele kina akcji na pewno go nie polubią, będą się na nim męczyć gdyż niektóre sceny specjalnie się dłużą...

Elena to film  Andrieja Zwiagincewa (reżysera m. in. 'Powrotu' i 'Wygnania'), opowiadający historię małżeństwa - tytułowej Eleny i Władimira.
Są oni starszym małżeństwem (ona - kobieta z przeszłością, on - mężczyzna po przejściach), mieszkającym w luksusowym apartamencie w Moskwie.
Ślub wzięli już jako dojrzali, pełni świadomi dorośli ludzie, mimo, że oboje pochodzą z zupełnie różnych środowisk.
Właściwie we wszystkim się różnią. Władimir jest bogatym, samolubnym, praktycznie nie ukazującym uczuć mężczyzną, zaś Elena byłą pielęgniarką, poświęcającą się kobietą.
Ich wspólne życie raczej przypomina układ, niż małżeństwo - on ma pieniądze, ona zapewnia mu opiekę.

Oboje mają dzieci z poprzednich małżeństw. Władimir córkę Katerinę, Elena syna Siergieja.
O ile Katerina jest zbuntowaną i dość beztroską kobietą, ale przy tym osobą myślącą i samodzielną, o tyle syn Eleny to nieradzący sobie w życiu darmozjad, niedojrzały leń, czekający na co miesięczną emeryturę matki, któremu nie chcę się iść do pracy, aby utrzymać swoją rodzinę.

Elena pragnie dodatkowo pomóc finansowo swojemu synowi (a właściwie wnukowi, który napychał sobie biedy) i prosi Władimira o pieniądze. Ten uważa (i słusznie), że dorosły syn powinien sam się postarać aby zapewnić byt swojej rodzinie.

 Pewnego dnia Władimir doznaje ataku serca. W szpitalu nawiązuje nowe relacje ze swoją córką. Po tym wszystkim uświadamia sobie, że powinien spisać testament.

Postanawia, że to córce zapisze cały majątek, a Elenie da dożywotnią, comiesięczną pensję.
Nadzieja Eleny na finansową pomoc dla syna legnie w gruzach.
Elena ze zwykłej, nieśmiałej, oddanej żony zmienia się w zdolną do wszystkiego kobietę.
Robi coś, co na zawsze zmieni życie jej i rodziny.

"Nakręcona w tonacji szaro-niebieskiej, wysmakowana w każdym calu Elena prezentuje charakterystyczny dla Zwiagincewa język wyrazu, w którym główną rolę odgrywają wystudiowane obrazy, a nie słowa. Autorem zdjęć jest stały współpracownik reżysera – Michaił Kriechman, który zdaniem Zwiagincewa ma wyjątkowe oczy, które widzą to, co jest niewidzialne. Dzięki temu
 w filmie nic nie jest dopowiedziane do końca, a odpowiedzią stają się jedynie zdjęcia lub domyślna interpretacja widza. Dodatkowo szczególną atmosferę filmu podkreśla muzyka skomponowana przez Philipa Glassa".

Ja tak się zastanawiam dlaczego bohaterka zrobiła to co zrobiła...
Czy na prawdę pieniądze dla syna nieudacznika, no ale w końcu syna, są ważniejsze niż życie drugiego człowieka? Czy ona na prawdę cały czas była z mężem tylko dla materialnych dóbr? Czy gdyby miała zrobić to jeszcze raz to by to zrobiła? Czy z pozoru ze zwykłej kobiety w jednej chwili można przeobrazić się w człowieka zabijającego z zimną krwią?
Na te i na wiele innych pytań nie znajduję racjonalnych odpowiedzi...




Dodatkowym atutem filmu jest dla mnie świetna gra aktorska. Szczególnie urzekła mnie drugoplanowa rola pięknej aktorki Yeleny Lyadovej.

















Z całego serca polecam ten piękny film.





No i te cudowne zdjęcia...

ZIAJA maseczka oczyszczająca z glinką szarą

Sobota.
Wreszcie czas na wolny czas.
Dziś w mojej łazience zrobiłam sobie domowe SPA :)
Peeling, nawilżanie, pedicure etc...
Czyli wszystko to na co w codziennej bieganinie po prostu brakuje czasu...
Zaaplikowałam sobie też dodatkowe nawilżenie na twarz w postaci maseczki.

Wybrałam maseczkę oczyszczającą z ZIAI.

Któż nie zna tych maseczek? :)




To popularne, porządne maseczki za przystępną cenę (ok.2zł) dostępne w każdej drogerii.



 


Ponieważ nie mam problemu z trądzikiem, tylko czasem z pojedynczymi wypryskami (najczęściej na brodzie) i z rozszerzonymi porami na nosie,to  tym razem sięgnęłam po maseczkę oczyszczającą z szarą glinką.
 


Przeznaczona jest dla cery mieszanej, tłustej i trądzikowej.

Za zadanie ma:
-zmniejszyć widoczność rozszerzonych porów, -znormalizować pracę gruczołów łojowych,  -skutecznie złagodzić podrażnienia skóry.







Maseczkę nałożyłam na oczyszczoną cerę twarzy i szyi  (oczywiście omijając okolice oczu i ust) na około 10 minut. Następnie zmyłam letnią wodą, nawilżyłam skórę moim ulubionym ogórkowym tonikiem również z Ziai i posmarowałam skórę krem na dzień z Delii.

Maseczka ma kolor szary, dobrze się rozprowadza, nie zasycha szybko (więc mamy większe pole manewru:) . Po zmyciu nie czuć ściągnięcia, skóra jest nawilżona, delikatna, miła w dotyku i co najważniejsze ładnie oczyszczona. Ale nie zauważyłam zmniejszenia porów czy złagodzenia podrażnień...

Oczywiście, nie może być jakiś specjalnych ochów i achów, ponieważ za taką cenę większych cudów spodziewać się nie należy (choć czasami się zdarzają:), ale i tak te maseczki uważam za jedne z lepszych na rynku.
To fajny, tani, polski produkt, dostępny w każdej drogerii.

Polecam spróbować.



A oto to Szkaradnica w maseczce na tle swojej łazienki.
Pozdrowienia! :)












poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Pharmaceris Delikatny fluid intensywnie kryjący

Pharmaceris Delikatnie fluid intensywnie kryjący o przedłużonej trwałości.

Mimo, że zgadzam się z powszechną opinią, że kosmetyki dr Ireny Eris są dobre, to jakoś mi osobiście nigdy specjalnie 'nie leżały'. Mimo to skusiłam się na fluid Pharmaceris, gdyż potrzebowałam dobrze kryjącego a jednocześnie długotrwałego i nie ciężkiego podkładu.
Jak się ucieszyłam gdy na sklepowej półce zobaczyłam opis wyżej wymienionego fluidu i zachęcona nie wygórowaną ceną ( kupiłam go.

I decyzji nie żałuję...
Bo...

Fluid okazał się bardzo porządnym kosmetykiem (spodobał się także mojej mamie, która jeśli chodzi o kosmetyki jest bardzo wybredna dlatego stała się także jego szczęśliwą posiadaczką :).

Jest to teraz mój ulubiony codzienny podkład pod makijaż.

Plusy:

-bardzo ładnie kryje
- nie tworzy efektu maski
- dobry odcień dla bladolicych (ja mam odcień najjaśniejszy Ivory 01)
- utrzymuje się długo na skórze
- nie zapycha porów, nie podkreśla suchych skórek
- nawilża
- lekka, kremowa konsystencja, mimo, że nie jest ciężki to bardzo dobrze kryje
- SPF 20
- nie zawiera konserwantów, parabenów i kompozycji zapachowej
- cena (w promocji w Superpharmie  około30 złotych)
- wydajny (aby pokryć całą twarz wystarczy pół pompki)
                                                               

Minusy:

- nie dla wszystkich - nie nadaje się dla osób z cerą tłustą gdyż nie matuje. Cera po jakimś czasie może się świecić i trzeba ją poprawiać pudrem w ciągu dnia.
- opakowanie - wygodne, z pompką, ale... kiedy produkt się skończy nijak nie możemy jego resztek wyciągnąć ze środka... Trzeba również uważać w czasie nakładania - jeśli naciśniemy pompkę za mocno, wyleje nam się za dużo fluidu...
- po kilku godzinach może się trochę ścierać

niedziela, 8 kwietnia 2012

Polskie kosmetyki cz. 1. DELIA

Dziś zaczynam cykl, który rozpocznie moje recenzje dotyczące polskich kosmetyków.
Bardzo lubię polskie firmy kosmetyczne, które moim zdaniem nie odbiegają jakością od tych zagranicznych...
Wymienię ich choćby kilka: Delia, Bielenda, Dax Cosmeticx, Farmona, Ziaja, Ava, Bell, Celia...

Dziś chciałabym przedstawić 2 produkty firmy Delia:

1) BIO Rool-on pod oczy z oliwą z oliwek
 
Efekty - redukcja (według obietnic producenta):

 -opuchlizny
 - cieni pod oczami
 - oznak zmęczenia


Jest to produkt wygodny w aplikacji. Bezzapachowy i hypoalergiczny.
Nakładamy go za pomocą kulki, która przyjemnie chłodzi nam skórę pod oczami oraz zapewnia higieniczną, precyzyjną i komfortową aplikację, gdyż kosmetyku nie nałożymy więcej niż tego potrzebujemy.
Szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż. Nie waży podkładu, nic złego z nim nie robi. Jest bardzo delikatny.

Natomiast jeśli chodzi o efekty... cóż... nie szkodzi, ale też nie widać jakiejś spektakularnej różnicy po jego użyciu ..
Nigdy nie miałam problemu z opuchlizną pod oczami więc na ten temat wypowiedzieć się nie mogę, ale nie zauważyłam aby zredukował moje (delikatne, ale jednak trochę są) cienie pod oczami i oznaki zmęczenia.
Ot, jest po prostu dobry wymiennik gdy nie chcemy cały czas używać kremów pod oczy.

Dużym plusem jest fakt, że kosmetyki z serii Delia BIO nie zawierają składników modyfikowanych genetycznie, syntetycznych substancji barwiących, olejów mineralnych, detergentów, silikonów i glutenul.
Istotne jest także to, że wszystkie opakowania z serii Delia BIO mogą być poddane recyklingowi.

Jak to u mnie z Delią bywa, muszę odjąć punkt za dostępność tych kosmetyków w mojej okolicy. Mieszkam w Warszawie więc problemów z dostępem do kosmetyków mieć nie powinnam, a jednak produkty firmy Delia na sklepowych półkach dość rzadko cieszą moje oczy, nie mówiąc już o wyżej wymienionym żelu, który musiałam tradycyjnie zamówić na Allegro (cena około 8 złotych - nie majątek, ale wolałabym móc kupić normalnie w sklepie przez co ominął by mnie koszt przesyłki...)


2) Delia DERMO SYSTEM krem do twarzy na noc



To przeciwzmarszczkowy krem na noc głęboko rewitalizujący.
Według producenta ten krem to idealna kuracja przeciwzmarszczkowa i odbudowująca, oparta na naturalnych składnikach:
ekstrakcie z ryżu, kreatynie, witaminie B3, przeznaczona dla skóry o zmniejszonej jędrności i elastyczności, potrzebującej intensywnej naprawy.

Ah... jak ja lubię te piękne opisy na opakowaniach kosmetyków :)

 Mimo, że tej głębokiej rewitalizacji i efektu przeciwzmarszczkowego nie zauważyłam to muszę przyznać, że za cenę 9 złotych otrzymujemy porządny krem nie odbiegający od tych za złotych 20- 30.
Krem bardzo ładnie nawilża nam twarz, skóra staje się gładka i miła w dotyku.
Szybko się wchłania, nie zapycha porów, nie uczula.
Jest to krem przeznaczony dla cery mieszanej i być może dlatego tak świetnie rozumie się z moją skórą.
Bardzo go polubiłam i zapewne kupię go ponownie, jeśli oczywiście będzie jeszcze na sklepowej półce (a jednak!), ale zawsze pozostaje też allegro :)

Polecam!!!










Tradycyjny słoiczek zawiera 50 ml kremu. Podoba mi się ta prostota wykonania, bez zbędnych bajerów i gadżetów.











Krem ma dobrą konsystencję, nie za rzadką i nie za gęstą.
Zapach nie przeszkadza, po nałożeniu nie czuć go na skórze.












ZOBACZCIE JAKI PIĘKNY KOTEK CZEKA NA DOM!!!!!!!


Jaś urodził się pod PKiNem w Warszawie, w wieku 4 miesięcy (18 lutego 2012) został zabrany do lecznicy na kastrację, potem przyjechał do mnie. Sam wybiega do ręki, mruczy do człowieka, ociera się, wystawia brzuszek do głaskania, liże po palcach. Jest bardzo przyjaźnie nastawiony do człowieka. Jednak niekiedy nadal obawia się człowieka, dlatego potrzeba mu jeszcze trochę czasu i cierpliwości, aby stał się największym przytulakiem. Do adopcji będzie gotowy na początku kwietnia, po drugim szczepieniu, ale już teraz można się w nim zakochiwać . Jest także wykastrowany, odrobaczony oraz całkowicie zdrowy. Szuka domu niewychodzącego. Może mieszkać także z psem oraz z innymi kotami.

Umaszczenie: bury z białym
Data urodzenia: październik 2011
Odrobaczenie: tak
Szczepienie: tak
Kastracja: tak
Kuweta: tak
Do domu z dziećmi: tak
Inne koty: przyjazny
Psy: nie sprawdzono

Posiada książeczkę zdrowia.
Szuka domu niewychodzącego.

Jeśli:
- szukasz zwierzęcia dla siebie, a nie na prezent i jesteś pełnoletni/a
- jesteś odpowiedzialny/a, wiesz, że zwierzę to nie zabawka, a żyjąca i czująca istota
- rozumiesz, ze opieka nad zwierzęciem to zobowiązanie na wiele lat, a nie do momentu, aż się znudzi (domowy kot może żyć nawet do 20 lat)
- możesz zaoferować DOM NIEWYCHODZĄCY i ZABEZPIECZENIE OKIEN/BALKONU lub dom wychodzący w bezpiecznej okolicy

Warunkiem adopcji jest podpisanie umowy adopcyjnej zobowiązującej do należytej opieki nad kotem - wzór umowy tutaj: http://jokot.pl/umowa.doc

Kontakt w sprawie adopcji:
Asia, 535 357 753 lub jokot@jokot.pl

niedziela, 1 kwietnia 2012

Tisane Balsam do ust

Oj taaaaaaak!
Zdecydownie mój ulubiony kosmetyk do ust.
O tym produkcie napisano ostatnio tyle (głównie pozytywnych recenzji), że nie będę w tym temacie oryginalna.
Ale chce dodać też swoich 5 groszy :)
Tisane jest to balsam, który ma nam wygładzić, nawilżyć, odżywić szorstkie, spierzchnięte usta.
I faktycznie wszystko to robi.
Pomaga również chronić usta przed opryszczką (u mnie się sprawdziło!). Pomógł mi także w walce z zajadami...
Tak więc zdecydowanie wszystkim polecam!

Balsam jest laureatem Złotego Otisu (to nagroda zaufania, przyznawana przez konsumentów firmom farmaceutycznym za ich produkty) oraz jest Kosmetykiem Wszech Czasów portalu Wizaz.pl.

Minusów nie dostrzegam. Chyba tylko jego zapach i smak (co niektórym odpowiada, ale dla mnie mógłby być ciut inny :).
Balsam kupiłam w SuperPharmie, w promocji za 7,99 zł (co widać na zdjęciu :).
I nie rozstaję się z nim nigdy...


Jako bonus dodaję zdjęcie mojego kompana przy pracy w pisaniu postów :)

Projekt DENKO


 Tak to już z moimi kosmetykami jest, że jak coś mi się kończy to wszystko na raz :)

Ale jako osoba zapobiegliwa, widząc, że coś osiągnie niebawem dno - robię kolejny zakup :)

Tak więc tym kosmetykom dziękuję za pomoc i dzielną służbę na straży mej urody, żegnam się z nimi więc - ale nie ze wszystkimi...

Ostatnimi czasami dzielnie pomagali mi...


1) Bielenda Olejek do kąpieli o zapachu zielonej herbaty i paczuli



Ja swój używałam pod prysznic. Jest to już moje drugie opakowanie. Lubię ten olejek za jego wydajność, konsystencję (zupełnie inna od żeli), zapach i to, że można go używać zarówno do wanny jak i pod prysznic.
Producent zapewnia, że produkt zawiera niezwykły olejek paczulowy, którego kojący zapach relaksuje i wycisza nerwy :), a zmysłowa nuta piżma działa energetyzująco i pobudza siły witalne.
Hmmm... Opis jak to zwykle bywa jest piękny, ale czy mi wyciszył nerwy? :) No nie wiem :)
Zapach ma rzeczywiście piękny i ładnie myje ciało, ale... proszę... nie przesadzajmy... :) 
Nie wysusza, lekko nawilża skórę i ponoć ma nam ją zaróżowić, czego osobiście nie zauważyłam...
W każdym bądź razie olejek przypadł mi do gustu i kupię go ponownie. Minusem może być jego mała dostępność w sklepach. Ja swój kupiłam w drogerii Natura i pewnie trochę przepłaciłam niż gdybym miała go kupić na przykład w Rossmanie (choć widziałam go również w Tesco za podobną cenę- około 13 złotych).
 

2) Taft Lakier do włosów Mega Strong




To produkt którego używam wciąż i wciąż...
Jest to najlepszy lakier jaki miałam. Próbowałam różnych i zawsze wracałam do tego. Już więcej nie będę kombinować, skoro wiem, że ten jest dla mnie najlepszy.
Ja korzystam z czarnego o numerze 5. Dobre są wszystkie czy to z obwolutą fioletową, czerwoną czy srebrną. Te lakiery faktycznie utrzymują nam fryzurę przez cały dzień, nie sklejają włosów i nie obciążają włosów i w każdej chwili można je łatwo wyczesać szczotką.

3) Ziaja Krem do stóp (na pękającą skórę pięt).



Bardzo lubię firmę Ziaja, ale ten krem nie przypadł mi do gustu. Jest to po prostu zwykły krem do stóp. Nie zauważyłam aby robił coś z pękającą skórą pięt.
Producent zapewnia, że krem ma nam wyraźnie odżywić, zregenerować oraz wzmocnić strukturę skóry.
Zapobieć uszkodzeniom naskórka, intensywnie zmiękczyć i uchronić przed przesuszaniem naskórka. No i przeciwdziałać pękaniu skóry pięt.
Eh... to po prostu taki typowy krem do stóp. I tyle. Plusem jest cena.
Raczej ponownie nie kupię.

4) Garnier Krem do rąk zniszczonych (czerwony)



Zdecydowanie mój ulubiony! Obecny na mojej nocnej szafce cały czas. Jak tylko mi się kończy to kupuję kolejny. Na rynku jest wiele kremów do rąk, ale do tego wracam zawsze. I chyba skonczę już z próbowaniem innych skoro ten podobnie jak lakier Taft jest dla mnie najlepszy.
Super nawilża, odżywia skórę rąk. Pozostawia taką 'kołderkę' na rękach. Dłonie są po nim gładkie i miękkie. Najlepiej kupować go podczas promocji w Rossmanie. Wtedy jest najtańszy. Polecam!

5) Avene Krem do rąk na zimę



Skuszona promocją w SuperPharmie, kupiłam ten krem za 10 złotych, gdyż chciałam mieć jeszcze jakiś dodatkowy krem na mroźne zimowe dni.
I cóż mogę powiedzieć... Po prostu zwykły krem do rąk. Nie jest zły... Ale gdybym miała za niego dać więcej niż 10 złotych to bym nie dała, bo są kremy tańsze, które robią dokładnie to samo co on.
Ale z ciekawości, jako, że Avene dobra firmą jest i taką dla mnie z "wyższej półki" chciałam go wypróbować. I ogólnie nie żałuję, ale... szału nie ma.

5) Ava Bio Rokitnik Krem odżywczy na noc



Lubię firmę Ava. Są to rzeczywiście naturalne kosmetyki, dobre dla wszystkich.
Myślę, że kupię ten krem ponownie, ponieważ zrobił co miał zrobić, czyli dobrze odżywiał moją buzię. Nie podrażnił mnie, nie uczulił, nie zapchał. Ma dobrą konsystencję i cenę. Kosztuje około 18 złotych.

6) Joanna Peeling antycellulitowy o zapachu kawy



Dobrze wszytskim znany, peeling frmy Joanna. Bardzo go lubię i ciągle zmieniam zapachy. Skończył mi się teraz ten z kawą, ale na mojej łazienkowej półce czeka już gruszkowy :)
Ten faktycznie był gruboziarnisty, ładnie złuszczał i pozostawiał skórę zupełnie inną niż po użyciu samego żelu. No ale to właśnie ma robić peeling :) Zapachy są ładne, ale tylko podczas aplikacji. Na skórze nie utrzymują się w ogóle. Kupuję go najcześciej w promocji za około 4 złote. Polecam!

7)  Delia Dermo System Serum do twarzy



Bardzo fajne serum do twarzy. Stosowałam go codzinnie wieczorem pod krem na noc. Skóra na twarzy była przyjemnie nawilżona, napięta. Szybko się wchłaniał. Najważniejsze, że nie podrażnił mnie, nie uczulił i nie zapchał.
Jedynym minusem może być jego brak obecności na sklepowych półkach (muszę zamawiać go na Allegro) oraz wydajność. Bardzo szybko się kończy.

8) Carmex Balsam do ust



"Kultowy" balsam do ust. Nie trzeba go przedstawiać, tak więc o nim tylko kilka słów.
Wracam do niego zawsze. Jest bardzo wydajny, ale kiedy mi się skończy kupuję następny. Najbardziej lubię ten klasyczny, w tubce. Miałam też w słoiczku i w sztyfcie, ale nie przypadły mi do gustu tak jak ten w tubce. Muszę też powiedzieć, bardzo ważną rzecz... Myślę, że dzięki niemu od dawna na moich ustach nie gościła opryszczka. Tak więc polecam każdemu, to na prawdę super produkt!

9) Olay Emulsja Odżywczo - Nawilżająca na dzień



Lubię. Dobrze nawilża. Na długo. Bez problemu nadaje się pod makijaż (skóra po nim nie zaczyna się szybko świecić jak po niektórych innych kremach). Wydajny, mimo, że konsystencja rzadka. Nie drogi. Łatwo dostępny. Posiada SPF 15. Właściwie same ochy i achy. Minusów nie widzę. Lubie i kupię ponownie.
Szukam tylko jego odpowiednika co to ma dodatkowo rozpromieniać naszą skórę, ale jakoś nie mogę znaleźć.

10) Revlon Colorstay Podkład pod makijaż



No i kosmetyki kolorowe...

The best of the best. Każdy zna i wie co się z tym je :)
Jeden z najlepszych podkładów firmy z dolnej/drożej półki. Nigdy się na nim nie zwiodłam.
Pięknie utrzymuje się na moje buzi przez cały dzień, nie żółknie, nie blaknie, nie roluje się, nie ściera. Nie powoduje efektu 'maski'. Ładnie kryje różne niedoskonałości naszej cery. Najlepszy dla mnie jest ten do skóry tłustej i mieszanej (lepiej kryje niż ten do skóry suchej).
Posiadam odcień 150 Buff. Ponieważ mam bardzo bladą skórę i trudno mi dobrać odpowiedni odcień podkładu, który nie byłby dla mnie za ciemny albo też nie powodował dodatkowego efektu 'trupa' :) ten jako jeden z niewielu sprawdza się u mnie idealnie. Na allegro mozna kupić go dużo taniej niz w sklepach. Kocham go i choć czasami zdradzam (kiedy może być na lato odrobinę za ciężki), to i tak do niego wracam i jestem jego stałą posiadaczką i wielbicielką :) Z całego serca polecam!

11) Maybelline Stay Matte Puder w kamieniu



Mój ulubiony puder w kamieniu. Zaczynam już kolejny. Mam ten najjaśniejszy z odcieni Ivory Light.
Bardzo ładnie matuje. Utrzymuje się przez wiele godzin. Nie są potrzebne poprawki w ciągu dnia. Fajnie pomaga zatuszować drobne niedoskonałości cery. Dopasowuję się do naszej twarzy. Nie ściera się, nie blaknie, nie zatyka porów, nie podkreśla suchych skórek. Ciekawe, higieniczne opakowanie z wysuwanym lusterkiem. Polecaaaaaaam! :)

12) Rimmel ScandalEyes Tusz do rzęs



Nie jest to zła maskara, ale też bez szału.
Pogrubia, rzęsy, ale też przez to, że ma taką dużą szczotę (którą ogólnie w tuszach lubię), to bardzo brudziła mi przy malowaniu skórę wokół oczu i musiałam poświęcać dodatkowy czas na wycieranie (a wiadomo, że rano każda minuta się liczy:). A tak poza tym, nie jest zła.
Nie kruszy się, nie ściera. Jednak szczoteczka nabiera za dużo tuszu i trzeba się trochę napracować, aby nie posklejała nam rzęs. Obecnie używam tusz Mybelline One by One i jestem zdecydowanie bardziej zadowolona! (Recenzja wkrótce:).

13) Clinique Błyszczyk do ust



Fajny. Nie skleja ust, nie lepi się. Dobrze nawilża i pozostawia ładny kolor na ustach (mój to kolor 09 Currant). Mimo swojej drobnej postawy - wydajny. Trochę nie podoba mi się jego zapach. Czy kupię go ponownie? Nie wiem. Ten kupiłam podczas pobytu w Londynie (był dodany do gazety) i kosztował około 2 funty, a w Polsce za tyle go na pewno nie kupię. Ale jeśli kiedyś przytrafiłaby się jeszcze okazja aby go kupić to tak. Czemu nie.